GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE…, czyli Babia Góra, Skrzyczne i Czupel (KGP #27, 21, 9)

Raczej nie relacjonuję wejść na szczyty z listy Korony Gór Polski, bo prawdę mówiąc nie zawsze jest co opisywać. Są miejsca mniej lub bardziej ciekawe, każdy kto korzysta z mapy.cz lub zainwestował 24,99 w aplikację Mapy Turystycznej zaplanuje sobie jakąś trasę: dłuższą, krótszą – wedle uznania. Czasami można zaliczyć kilka szczytów w jeden dzień, a czasami zaplanować całodniowy trekking ciekawą, okrężną trasą na jedną górkę.

Tym razem zaplanowaliśmy jednak 3 dni, aby zdobyć 3 szczyty z wykazu. Każdy dzień miał być całodniowym spacerem okrężną trasą, aby nadrobić nieco zaległości w kontaktach z przyrodą związane z pandemią. Piątek – Skrzyczne 1257 m n.p.m., sobota – Babia Góra 1725 m n.p.m., niedziela – Czupel 933 m n.p.m.

Przez Airbnb zarezerwowaliśmy pokój w Szczyrku u przemiłej właścicielki „Łąki” (4 apartamenty, każdy w tematyce innego polnego kwiatu) i z niepokojem śledziliśmy prognozy pogody. Niestety, plan wziął w przysłowiowy łeb, bo cały piątek lało. Nie że jakaś tam mżawka, czy przelotne opady. Pchanie się w góry nie miało w piątek najmniejszego sensu.

Na Śląsk dojechaliśmy zatem dopiero późnym popołudniem i na pocieszenie zatrzymaliśmy się w Bielsku-Białej, reklamowanej na jednym z portali jako „jedno z najpiękniejszych miast w Polsce”. Centrum faktycznie sympatyczne. W rynku można oglądać przykryte szkłem ekspozycje archeologiczne – niestety szkło pod wpływem wilgoci zaparkowało i niewiele było widać. Przy innych ulicach miasta można spotkać Reksia czy Bolka i Lolka – postacie pochodzą bowiem z tamtejszego Studia Filmów Rysunkowych.

Po całkiem przyjemnym spacerze uliczkami Bielska-Białej, pojechaliśmy do Szczyrku. Pogoda zrobiła się nawet niezła, więc tam również wybraliśmy na spacer deptakiem do skoczni narciarskich, a wieczorem z pizzerii Szafran zamówiliśmy z dowozem NIEwłaską pizzę – grubsze ciasto i masa dodatków, pycha.

W sobotę rano przystąpiliśmy do realizacji planu, czyli wejścia na Babią Górę trasą – można powiedzieć – na wpół okrężną. Było to moje drugie wejście na szczyt, jednak za pierwszym razem nie miałam jeszcze książeczki KGP i nie zależało mi na przejściu w okolicy schroniska, gdzie można wziąć stempelek. Bilety do Babiogórskiego Parku Narodowego kupiliśmy przez Internet.

Auto zostawiliśmy w Zawoi – Czatoża, na niewielkim parkingu przy wejściu do lasu na szlak żółty. Zaraz za tablicą parku narodowego skręciliśmy w prawo i ruszyliśmy w kierunku schroniska na Markowych Szczawinach. Trasa najpierw biegnie żółtym szlakiem, później łącząc się z czerwonym. Droga do schroniska z parkingu zajęła nam około 1:40 – bardzo przyjemna trasa przez las.

Przy schronisku zjedliśmy drugie śniadanie, wzięliśmy pieczątki i ruszyliśmy dalej. Niestety jednokierunkowy żółty szlak na szczyt z łańcuchami i klamrami (Perć Akademików) był zamknięty ze względu na zalegający jeszcze śnieg, o czym już wcześniej przeczytaliśmy na stronie BgPN. Udaliśmy się zatem szlakiem czerwonym w kierunku Przełęczy Brona.

Miejscami występował jeszcze śnieg, sporo osób miało problemy z jego pokonaniem. Kije trekkingowe okazały się bardzo pomocne, w szczególności na wąskim odcinku przy zboczu na trasie między przełęczą a szczytem. Musieliśmy chwile poczekać, aż grupa 8-10 osób prześliźnie się na dół, wspomagając się gałęziami kosodrzewiny. Przywołało to u mnie wizję spadających w przepaść Lemmingów – kto grał, ten zrozumie. Oczywiście wszyscy przeszli szczęśliwie.

Droga na szczyt ze schroniska czerwonym szlakiem zajęła nam około 1:50. Masyw Babiej Góry ma wiele wierzchołków, najwyższy z nich zwany jest Diablakiem. Zrobiliśmy zdjęcia do książeczek KGP, chwilkę przysiedliśmy podziwiając widok na Tatry i ruszyliśmy w drogę powrotną, gdyż mieliśmy jeszcze sporo do przejścia.

Trasą czerwonego i zielonego szlaku wróciliśmy do Przełęczy Brona, skąd odbiliśmy w lewo na szlak zielony w kierunku Małej Babiej Góry.

Na szczycie były jedynie słowackie tabliczki ze wskazaniem szlaku niebieskiego, jednak oznaczenia dalszej ścieżki były zielone zgodnie z mapą. Początkowo szlak nie był ciekawy, ale niżej zrobiło się przyjemniej.

Tak doszliśmy do Żywieckiego Rozstaja, gdzie odbiliśmy na szlak czerwony. Miał nas on doprowadzić do szlaku żółtego, którym szliśmy wcześniej w górę. Po drodze mijaliśmy poletka czosnku niedźwiedziego i szczawiu.

Cała trasa zajęła nam 7:30 łącznie z przerwami, pokonaliśmy w tym czasie 20 km, 1200 m przewyższeń.

Po powrocie do Szczyrku wzięliśmy jedzonko na wynos z restauracji Green Pub Siesta. Choć wystrój był meksykański, menu meksykańskie nie było, jedzenie bez szału, ale wielu opcji w tamtym czasie nie mieliśmy. Zdecydowanie bardziej polecam burgery w Markowej Destylarni, na które skusiliśmy się następnego dnia.

Ze względu na piątkową pogodę, w niedzielę mieliśmy do zrobienia dwa szczyty: Skrzyczne i Czupel. Czasu nie było dużo, około godziny 18-stej musieliśmy być bowiem w Katowicach, wybraliśmy więc w miarę najkrótsze trasy.

Zaczęliśmy od Skrzycznego, szlakiem niebieskim ruszającym spod parkingu przy wyciągu krzesełkowym. Na odcinku 4 km zrobiliśmy 600 metrów przewyższeń, podejście było zatem dosyć strome. Początkowo szlak nie był ciekawy, za drugą stacją kolejki, gdzie szlak niebieski łączy się z zielonym, zrobiło się zdecydowanie przyjemniej.

O 9:00 ruszył wyciąg na górę. Zrobiło się dosyć ciepło, podejście nie było łatwe, zamarzyło nam się siedzenie teraz w takim krzesełku i delektowanie świeżym powietrzem. Niestety, wjazd na górę byłby niezgodny z regulaminem KGP.

Wejście na górę zajęło nam około 1:30. Na szczycie zrobiliśmy zdjęcie, w schronisku przybiliśmy pieczątki w książeczkach i ruszyliśmy na dół.

Ze Szczyrku pojechaliśmy do Czernichowa, skąd niebieskim szlakiem weszliśmy na Czupel. Ponownie trasa miała około 4 km i ponownie do pokonania było ponad 600 m przewyższeń. Pogoda początkowo dopisywała, jednak gdy dochodziliśmy do szczytu zerwał się wiatr i zaczęło padać. Szybko zrobiliśmy zatem zdjęcie z tabliczką i tą samą drogą wróciliśmy na dół.

Na szczycie niestety nie było skrzyneczki z pieczątką, nie mieliśmy niestety wystarczająco dużo czasu, aby dojść do schroniska na Magurce, liczyliśmy zatem na jakiś stempelek w samym Czernichowie. Stowarzyszenie KGP za możliwe miejsca wskazuje bibliotekę, kwiaciarnię lub Urząd Gminy. Była jednak niedziela i każdy z tych punktów był zamknięty. Zapytaliśmy jeszcze w otwartej kawiarni, ale tam niestety też nie udało nam się zdobyć stempelka. Na liście zostały nam jeszcze 4 górki, więc może nadarzy się okazja na ponowną wizytę w okolicy.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s