SINE WIRY I SPACER PO TORACH, czyli Bieszczady 2020 vol. 2

Jak o tym teraz myślę, to wszystkie dni wolne spędziliśmy w tym roku w górach. Najpiew okolice Szczyrku, gdzie zdobyliśmy 3 szczyty z listy Korony Gór Polski. Później Bieszczady i 16 Bieszczadzkich Tysięczników. Następnie okolice Krynicy i kolejne dwie góry do książeczki KGP. A na koniec lata Tatry i 100 przebytych kilometrów. Do tego wielokrotnie odwiedzaliśmy w tym roku Karkonosze i Izery. Ciężko było coś wybrać na pięciodniowy urlop w październiku, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się z na Bieszczady, które uwielbiamy, ale do których mamy niestety najdalej.

Zapraszam do zapoznania się z moim wcześniejszym wpisem nt. Bieszczadów, gdzie opisuję, jak przygotować się do wyjazdu w tamte okolice.

Planem na październik było zdobycie kolejnych bieszczadzkich tysięczników do naszych książeczek, oraz odwiedzenie Rezerwatu Przyrody Sine Wiry, w tym dwóch wysiedlonych wiosek.

W ramach rozgrzewki, zaczęliśmy od Sinych Wirów. Do rezerwatu można dostać się z dwóch stron: krótszą trasą z miejscowości Polanki, albo dłuższą z Kalnicy. Wiekszość osób wybiera trasę z Polanek, gdzie znajduje się dedykowany parking. My wybraliśmy tą z Kalnicy. Jadąc Wielką Pętlą Bieszczadzką od strony Cisnej, w Kalnicy skręcilismy w lewo i dojechaliśmy asfaltem aż do znaku zakazu ruchu. Zaparkowaliśmy na poboczu, w miejscu gdzie od drogi asfaltowej odchodzi szutrowa trasa do Bacówki Jaworzec. Udaliśmy się następnie drogą asfaltową w kierunku dwóch wysiedlonych w czasie Akcji Wisła wiosek: Łuh i Zawój. W obu wsiach na wzniesieniach znajdują się stare cmentarze.

Idąc dalej doszliśmy do Ścieżki Widokowej „Sine Wiry” – ścieżka schodzi do Wetlinki, później biegnie wzdłuż rzeki, a następnie wraca na górę. Miejsce jest urocze, wyobrażam sobie, że w cieplejsze dni przy rzece są tłumy.

Idąc dalej szutrową drogą, doszliśmy do miejsca oznaczonego na Mapie Turystycznej symbolem punktu widokowego. Spodziewaliśmy się zatem jeszcze ciekawszych scenerii niż przy ścieżce widokowej, jednak nieco się rozczarowaliśmy. Być może wynikało to z poziomu wody w rzece.

W tym miejscu zawróciliśmy i udaliśmy się w kierunku samochodu. Po drodze przeszliśmy jeszcze Ścieżkę Widokową „Sine Wiry II”, jednak jeśli ktoś nie planuje ogniska, raczej nie ma potrzeby się tam zapuszczać.

Cały spacer w dwie strony (niestety nie znaleźliśmy opcji trasy okrężnej) wyniósł niecałe 20 km i około 500 metrów przewyższeń.

W pozostałe 4 dni pobytu pokonywaliśmy trasy przez bieszczadzkie tysięczniki, przemierzając piękne kolorowe jesienne lasy i połoniny, czasami walcząc z silnym wiatrem.

  1. Ustrzyki Górne – Połonina Caryńska – Przysłup Caryński – Magura Stuposiańska – Bereżki
  2. Smerek (wieś) – Fereczata – Okrąglik – Szczawnik – Małe Jasło – Jasło – Przysłup
  3. Smerek (wieś) – Smerek (szczyt) – Przełęcz Orłowicza – Wetlina
  4. Żubracze – Berdo – Zwornik – Halicz – Rosocha

Powyższe rasy opisane są w zakładce „Bieszczadzkie Tysięczniki”, tu natomiast chciałabym podzielić się jeszcze naszym spacerem po starych torach kolei wąskotorowej.

Na czwarty dzień pobytu, wstępnie zaplanowaliśmy trasę ze Smerku do Wetliny, przez szczyt Smerek i Przełęcz Orłowicza. Problemem był jednak powrót, gdyż z Wetliny do Smereku jest 3,5 km dosyć ruchliwą drogą, w dodatku z wąskim poboczem. Kiedyś jednak słyszeliśmy, że ludzie chodzą po starych totach. Zasięgnęliśmy języka w lokalnym sklepiku, czy jest to w ogóle wykonalne. Ekspedientka nie wiedziała, jednak pewien klient, który chwilę wcześniej chwalił się, że już dwa dni nie pije, stwierdził, że spokojnie damy radę. W końcu chodzi w okolice na ryby. Skoro pan dwa dni nie pije, uznaliśmy, że jest wiarygodny.

Tak więc poszliśmy na Smerek, zeszliśmy przez Przełęcz Orłowicza do Wetliny, zjedliśmy po naleśniku w Chacie Wędrowca (uwierzcie mi – mały wystarczy każdemu) i poszliśmy dalej żółtym szlakiem w kierunku Jawornika. Tam drogę asfaltową przecinają tory, my jednak trochę przez krzaki wbiliśmy na nie wcześniej. I faktycznie – dało się. W Smereku natomiast nie chciało nam się iść aż do miejsca, gdzie tory tam przecinają drogę, bo musielibyśmy się sporo wracać po asfalcie. Do drogi przeszliśmy zatem przez rów, później pod barierkami. Ciekawe czy dla tamtejszych kierowców widok turystów wychodzących z rowu to chleb powszedni…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s