KROKUS POKUS, czyli Majówka w Nowym Targu

Ze względu na sami-wiecie-co, dość mieliśmy już siedzenia na miejscu i kręcenia się w kółko po tych samych trasach. Fakt faktem – nigdy nie nachodziliśmy się aż tyle po górach w zimie jak tego roku i było pięknie, ale chcieliśmy w końcu gdzieś się wyrwać. Wachaliśmy się, czy w Gorce, Tatry czy Pieniny – na bazę wypadową wybraliśmy więc miejsce, z którego z łatwością można dostać się wszędzie – Nowy Targ. Nie będę ukrywać, że ten wybór był trochę podyktowany dostęnością noclegów, ale trafiliśmy idealnie.

Pierwszego dnia wybraliśmy się do Zakopanego. Aby przejść zaplanowaną na ten dzień trasę, musieliśmy wyjechać o 5-tej rano. Przed 9-tą byliśmy już w pobliżu Kuźnic, gotowi do drogi. Z Kuźnic niebieskim szlakiem ruszyliśmy w kierunku Hali Kondratowej. Już kilometr od stacji kolejki na Kasprowy Wierch szlak okazał się mocno oblodzony – raczki i kije trekkingowe okazały się bardzo przydatne.

Gdy weszliśmy na wyniosłość szlaku przy Polanie Kalatówki, oczom naszym ukazał się las… krokusów.

Zawsze marzyło mi się zobaczenie krokusów w Tatrach, ale nigdy się na to nie zdecydowałam ze względu na tłumy przyjeżdżających tam w maju ludzi. Niekorzystne prognozy pogody, ograniczona dostępność noclegów i znacznie mniejsza popularność tego miejsce w porównaniu do Doliny Chochołowska sprawiły, że niemal nikogo tam nie było. Widok był niesamowity.

Po zrobieniu setki zdjęć, ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem. Nie zatrzymaliśmy się przy Schronisku na Hali Kondratowej, bo trochę gonił nas czas, a warunki nie były łatwe. Spod schroniska, zielonym szlakiem musieliśmy wspiąć się na Przełęcz pod Kopą Kondracką. Wchodziliśmy już tamtędy zeszłej jesieni po kamiennej ścieżce biegnącej zakosami, jednak nie można tego porównywać do brodzenia po kolana w śniegu, kiedy nie widać za bardzo, gdzie biegnie szlak (oznaczenia były oczywiście pod grubą warstą białego puchu). Gdy dotarliśmy na Przełęcz, byłam wyczerpana, a przed nami był jeszcze kawał drogi. W raczkach bardzo źle mi się szło, gdyż przyklejały mi się do nich od spodu gródy śniegu. Zdjęłam je zatem i ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Kasprowego Wierchu. Myślałam, że będzie to przyjemny spacer granią, jednak przy panujących warunkach szlak okazał się miejscami trochę niebezpieczny . Brak raczków mi zdecydowanie nie przeszkadzał, o wiele łatwiej z resztą było się bez nich wspinać po skałach, gdy zachodziła taka potrzeba. Widoki wynagradzały cały wysiłek…

Po 7-miu godzinach dotarliśmy na Kasprowy Wierch. Było już późno, a wędrówka na dół zajęłaby nam dodatkowe 3 godziny. Przełknęliśmy dumę i zdecydowaliśmy się na zjazd na dół gondolą. Po 15 minutach byliśmy z powrotem w Kuźnicach. Pozostało jeszcze dojść do samochodu.

Tego dnia pokonaliśmy 15,5 km oraz 1367 metrów przewyższeń.

Następnego dnia, przeczekawszy poranne deszcze, pojechaliśmy do Krościenka nad Dunajcem, aby tam wejść się na Sokolicę. Nie była to nasza pierwsza wizyta w Pieninach, Wysoką i Trzy Korony już zdobyliśmy w październiku 2018 roku (opis tutaj). Samochód zaparkowaliśmy w rynku, skąd rusza zielony szlak. Początkowo biegnie on przez uliczki Krościenka, później leśną alejką wzdłuż Dunajca, aż odbija w prawo dosyć stromo pod górę, przez piękny las.

Na rozdrożu ze szlakiem niebieskim, na Przełęczy Sosnów, odbiliśmy w lewo. Ostatnie podejście na szczyt Sokolicy (gdzie uiścić należy opłatę 6 zł) jest zabezpieczone barierkami, które przy mokrych od deszczu kamieniach bardzo się przydają. Na samym natomiast szczycie znajduje się słynna reliktowa sosenka. Niestety połamał ją podmuch wiatru wywołany przez śmigłowiec ratowników górskich, została jednak „podreperowana”, aby nadal cieszyć oko turystów.

Ze szczytu wróciliśmy na Przełęcz Sosnów i stamtąd kierowaliśmy się niebieskim szlakiem wzdłuż zbocza. Szlak oznaczony był jako o dużej ekspozycji, ale wydaje mi się to trochę przesadzone. Na śliskich kamieniach na pewno przydadzą się buty z dobrą podeszwą, ale ludzie w białych trampkach też szli, więc da się.

Na rozdrożu szlaków niebieskiego i zielonego poszliśmy dalej szlakiem niebieskim. Nie mieliśmy potrzeby skracać sobie drogi, ponadto przy szlaku na mapie oznaczony był punkt „Białe Skały”, chcieliśmy je więc zobaczyć.

W miejscu, gdzie szlak niebieski łączy się z żółtym, można odbić w lewo na Trzy Korony. My poszlismy w prawo. Początkowo szlak wydawał się przyjemny, ale później pojawiło się dużo luźnych kamieni. Samą końcówka biegła wzdłuż głównej drogi przez Krościenko.

Cała trasa wyniosła niecałe 10 km i 560 metrów przewyższeń.

Pod Sokolicą strażnik parku wystawił pewnej rodzince z psem mandat. Zszedł ze 100 na 50 zł, ale i tak byliśmy zdziwieni, że na takie leśne ścieżki nie wolno zabierać psów. Strażnik wspomniał, że gdyby był to mały piesek, to machnął by ręką, ale że pies był duży – nie miał wyjścia. Z ciekawości sprawdziłam, jak sprawa wygląda w innych parkach narodowych i niestety faktycznie większość z nich zabrania wprowadzania psów na szlaki. Dla zainteresowanych, wykaz tutaj.

Tego samego dnia pojechaliśmy jeszcze do Czorsztyna, aby przespacerować się koło jeziora. Nad Jeziorem Czorsztyńskim znajdują się dwa zamki – ruiny zamku w Czorsztynie i zamek w Niedzicy – znany z „Wakacji z duchami”. Wokół jeziora biegnie trasa rowerowo-spacerowa. Trasa ma 30 km, ale od strony wschodniej nie jest ona zamknięta. Można z jednego brzegu na drugi przepłynąć natomiast statkiem, aby trasę domknąć. Nad jeziorem przy dobrej widoczności można dostrzec panoramę Tatr.

Na ostatni dzień Majówki zaplanowaliśmy spacer na Turbacz. Wcześniej wchodziliśmy na niego z miejscowości Koninki – trasa była przepiękna, opis tutaj. Tym razem zdecydowaliśmy się wyruszyć z Nowego Targku (Osiedle Oleksówki), aby poznać górę od innej strony. Ta inna strona niestety nie była już taka urzekająca, ale od początku.

Przy ulicy Osiedle Oleksówki znajduje się dosyć spory parking. Z parkingu poszliśmy na prawo zielonym szlakiem – początkowo biegnie on drogą asfaltową, później wzdłuż zielonego płotku, przez most i do lasu.

Trasa była dosyć kamienista, później błotna, poźniej śniegowo-błotna, zatem nic ciekawego, ale… co kawałek mijaliśmy krokusowe łąki.

Zielonym szlakiem doszliśmy do Schroniska na Turbaczu. Tam odpoczęliśmy chwilę, zjedlismy pyszne placki ziemniaczane, chwilę wypatrywaliśmy widoku na zaśnieżone Tatry, które migały nam po drodze na górę, ale niestety mocno sie zachmurzyło. Do Nowego Targu zeszliśmy szlakiem żółtym. Od schroniska biegnie on razem z zielonym, później rozdzielają się. Było tu o wiele więcej błota. Gdyby nie to, spacer byłby o wiele bardziej przyjemny.

Cała trasa wyniosła 15,7 km, 704 m przewyższeń. Szczerze – zdecydowanie bardziej polecam trasę z Koninek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s